pewnego dnia gdy mały Felipe obudził się, jego londyńska rezydencja nie wyglądała już tak samo. obecność nowych dekoracji nieco zaskoczyły Małego Misia. hmmm, ale po co i dla kogo to wszystko...
na jednej z półek zrobiło się dosyć tłoczno... Felipe wskoczył w tłum i zapytał, kim są i po co przyszli!
nieznane istoty okazały się dekoracją świąteczną, ich zadaniem, a zarazem przeznaczeniem, jest udział w scence rodzajowej na temat narodzin małego człowieka, który dla 33% ludności świata jest Bogiem. chodzi o Jezusa, który urodził się jakieś 2000 lat temu w Betlejem i co roku 25 grudnia na pamiątkę tego wydarzenia świat się zmienia! czasami ta owa przemiana dotyczy tylko przystrojenia miast i miasteczek kolorowymi światełkami, a czasami wiążę się z wewnętrzną metamorfozą ludzi, którzy odkrywają w sobie wiele miłości do siebie nawzajem i całego świata.
wiedzę o nadchodzących świętach Felipe czerpał głównie od bardzo rozgadanego Baranka, członka ekipy stajenki betlejemskiej.
tenże Baranek, czy może nawet Owca, wspomniał, że najbardziej rozpoznawalnym symbolem świąt Bożego Narodzenia jest choinka, czyli drzewko iglaste (żywe lub sztuczne) ozdobione np. szklanymi bombkami o różnych kształtach oraz sznurami kolorowych światełek. to właśnie wokół takiego pięknego drzewka gromadzą się rodziny by śpiewać kolędy lub po to, by poszukać pod nim jakichś prezentów.
Felipe tylko przez chwilę stał się ozdobą swej domowej choinki.
z perspektywy bombki choinkowej Mały Miś dostrzegł nową roślinkę nieopodal drzewka, na którym dyndał.
ta ciekawa czerwona roślina to wilczomlecz nadobny, zwany poinsecją lub po prostu gwiazdą betlejemską. pochodzi z Meksyku. w zasadzie jest rośliną, która cieszy oko przez jakieś 3 miesiące.
ten świąteczny czas, o którym Felipe jeszcze parę dni temu nic nie wiedział, to nie tylko ozdoby i dekoracje, to czas, w którym bycie razem z tymi, których się kocha, nabiera niemalże magicznego znaczenia. to czas, kiedy dzielenie się tym, co w Nas najlepsze, w otoczeniu kolorowych ozdób lub bez nich, staje się najważniejsze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felipe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felipe. Pokaż wszystkie posty
19.12.2013
8.11.2013
Felipe
Felipe to pierwszy przedstawiciel
Misiolandii w Wielkiej Brytanii! tak, trafił do rodziny
królewskiej, a co nie wolno?
tak oto wygląda misiowy dżentelmen...
i po tej krótkiej prezentacji do mnie
dotarło, że o meloniku zapomniałam! ale wtopa! ale, ale wyposażyłam Małego
Podróżnika w parasol, bo myślenie stereotypowe mi kazało, londyńczyk powinien mieć parasol i już.
na nowych włościach, Felipe jest
grzeczny i na razie powściągliwy w reakcjach. myślę, że po
prostu próbuje wyczuć sytuację. dlatego z godnością i
cierpliwością iście królewską zniósł kontakt z kotem ledwo co poznanym... stało się to tuż po przybyciu. niejaki Lemon, koci
król, pan londyńskiego domu, postanowił zaspokoić swą ciekawość
smakując nieco Felipowe lico.
na szczęście Lemon nie jest mordercą
i Felipe nie stracił twarzy tudzież innej części swego mulinowego
ciała. Kot i Miś jak prawdziwi dżentelmeni uznali ten ów wypadek
za niebyły i do niego wracać nie zamierzają. zostali razem
nakryci jak leniuchują i chrapią w najlepsze gdy dom pod panowaniem
innych porzucony ostał się.
po regenerującej drzemce, która
powinna być nota bene na stałe wpisana w kodeks każdego dżentelmena
i dżentelmenki też, Felipe odbył krótkie turne po zabudowaniach
i zakamarkach swej nowej rezydencji. nieco speszony swym nowym
światem w swej skromności i nieśmiałości wręcz przeogromniastej
zapożyczył od niejakiego kameleona umiejętność wtapiania się w
otoczenie. sztuka kamuflażu w jego wersji perfekcyjna nie jest,
ale momentami ma się ochotę zawołać: "gdzie jest Felipe?!"
na zielonych obiektach byłoby łatwiej...
tymczasem Felipe znika dalej ćwiczyć wtapianie się w tło... do zaś!
Subskrybuj:
Posty (Atom)









