20.03.2016

Misiowa Rodzina w poszukiwaniu magii dalekiej północy

nie sądzicie, że odważnym nazwać trzeba każdego, kto w zimowy czas wyrusza tam, gdzie mróz szczypie w nos bardziej niż kąpiel w basenie pełnym pokrzyw? ale może przesadzamy, bo podobno mieszkańcy tej części świata mawiają, że nie ma złej pogody tylko są złe ubrania. no więc bawełniane Misie, z ciepełkiem nie tylko w oczach, powinny sobie poradzić podczas kolejnej wyprawy... gdzie pojechały? poczekajcie jeszcze chwileczkę! w podobne rejony wysłaliśmy kiedyś różowego Misia Cecilię, ale słuch o niej zaginął. kto wie może ją zjadły renifery... no dobra, Cecilia pojechała do Szwecji, a Misiowa Rodzina wpadła na trochę do Norwegii.

Królestwo Norwegii kojarzy się nam z majestatycznymi fiordami, czyli wąskimi polodowcowymi zatokami o stromych zboczach. stolicą kraju jest Oslo, ciągle poluje się tam na wieloryby, a każdy dzień zaczyna się od solidnej dawki tranu! pomimo, że ten kraj jest najsłabiej zaludniony (zaraz po Islandii), a w niektórych rejonach śnieg utrzymuje się cały rok i zimą jest -40°C albo i więcej, to w wielu rankingach to tutaj jakość życia jest najlepsza. Norwegia to jeden z tych krajów, gdzie najpopularniejsze sporty to te zimowe, dzięki czemu w medalowej klasyfikacji wszech czasów igrzysk zimowych zajmuje ona pierwsze miejsce.

Misiowa Rodzina swoje misiowe łapki na norweskiej ziemi w pierwszej kolejności postawiła w Trondheim, a potem Misie ruszyły do miejscowości Rognan, tym samym Mulinowi Podróżnicy znaleźli się na 67 stopniu szerokości geograficznej północnej (67°N), czyli za kołem podbiegunowym!
oto Rognan właśnie:
Rognan, Norwegia
co przyciągnęło Misiową Rodzinę tak daleko na północ? fiordy, wiadomo, ale przede wszystkim Aurora borealis, czyli zorza polarna.

zacznijmy od fiordów...

krajobraz z fiordami w tle
na fiordy warto też popatrzeć płynąc tuż obok. Misie oczywiście nie mogły się powstrzymać i wskoczyły na rybacki kuter by spojrzeć fiordom prosto w oczy!

a co z tą zorzą polarną? nie jesteśmy ekspertami w tego typu zjawiskach, ale wydaje się nam, że występuje gdy naładowane cząstki wiatru słonecznego przedostaną się do jonosfery Ziemi i tam zderzają się z występującymi w niej atomami. dowodem tych zderzeń są efekty świetlne na niebie. tylko popatrzcie... oto ona, najpiękniejsza ozdoba północnego nieba, zorza polarna...


jesteśmy pewni, że każdy widząc na własne oczy, ten barwny festiwal na niebie czuje jakby przeogromny Wszechświat wysyłał do niego serdeczne pozdrowienia. a to, że zorza morze tworzyć pasma, łuki, czy kurtyny i rozbłyska barwami od niebieskiej przez zieloną, żółtą i czerwoną, a nawet białą, że na czerwono i na zielono świeci tlen, azot na purpurowo i bordowo, wodór i hel – w tonacji niebieskiej i fioletowej. phi! czy to ma znaczenie w chwili, gdy zorzę masz przed sobą? chyba nie!

i tak właśnie zabierając nas do Norwegii, Misiowa Rodzina zafundowała nam wszystkim kosmiczną przygodę. więc rzućmy jeszcze raz okiem na zorzę polarną...

dziękujemy RODZINNIE DOOKOŁA ŚWIATA! po więcej zdjęć zorzy klikajcie TUTAJ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz