28.01.2015

Misiowa Rodzina w Londynie

ile jest Londynów na całym ziemskim globie oprócz tego najbardziej znanego w Zjednoczonym Królestwie? nawet jeśli się nad tym nigdy nie zastanawialiście, to zróbcie to teraz! my zapytaliśmy kogo trzeba i już wiemy, że miasta lub miejscowości o nazwie "London" znajdują się m.in. we Francji, w Kanadzie, w Nigerii, a także w kilkunastu stanach USA... co nas jednak najbardziej zaciekawiło to to, że na Kiritimati, czyli na Wyspie Bożego Narodzenia na Pacyfiku w Republice Kiribati znajdują się cztery osady o bardzo swojsko brzmiących nazwach. a te wioski to: London, Poland, Paris i Banana. ...jaki ten Wielki Świat jest cudownie zaskakujący, prawda!? o Polsce na Pacyfiku możecie przeczytać tutaj.


a do którego Londynu pojechała Misiowa Rodzina? pojechali odwiedzić Misia Paddingtona, zobaczyć czerwone autobusy i budki telefoniczne, doświadczyć czym jest ruch lewostronny, multikulturalny chaos o smaku "fish and chips" oraz sprawdzić co to jest Big Ben, Tamiza, czy London Eye. i co chyba najważniejsze, mieli szczęście, bo w czasie ich pobytu nie padało ;)

pozdrowienia z nad Tamizy!
w Londynie jest najstarsze metro na świecie (London Underground) i największa giełda w Europie (LSE), tutaj pojawił się pierwszy bankomat i uliczne oświetlenie na skalę świata, a wieść gminna niesie że jeśli czegoś nie można znaleźć i kupić w Londynie to na pewno to coś w ogóle nie istnieje. ale jako że zakupy mogą być szkodliwe dla zdrowia zajmijmy się zwiedzaniem...

Misiowa Rodzinka zrobiła sobie zdjęcia z londyńskim mostem zwodzony, czyli Tower Bridge. przejście dla pieszych pomiędzy wieżami mostu to ciekawy punkt widokowy zwłaszcza, że spaceruje się po szkle! tuż obok mostu znajduje się Tower of London, kiedyś twierdza, dziś skarbiec klejnotów królewskich.
Tower Bridge
spacerując po innym moście - Millennium Bridge - uwagę Misiów przykuł budynek z charakterystyczną kopułą, czyli Katedra św. Pawła. to tutaj odbył się ślub księcia Karola i Diany Spencer. w katedrze można sobie poszeptać i to koniecznie pod kopułą (w Galerii Szeptów) albo w podziemiach katedry odwiedzić mogiły osób zasłużonych.
z Katedrą św. Pawła w tle

dzień zwiedzania Misiowi Podróżnicy zakończyli w Muzeum Historii Naturalnej a tam Misiową Rodzinę przywitał szkielet diplodoka o imieniu Dippy. wśród 70 milionów muzealnych eksponatów (pochodzących m.in. z wypraw kapitana Jamesa Cooka czy Karola Darwina) można zobaczyć np. naturalnej wielkości wieloryba niebieskiego, przekrój pnia sekwoi, czy galerię dinozaurów.
w holu londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej

muzeum oczarowało Misiową Rodzinę, z resztą jak i cały Londyn.
Misie z całą stanowczością potwierdzają, że nie mylił się ten, kto powiedział, że "jeśli jesteś znudzony Londynem, jesteś znudzony życiem"...
mamy nadzieję, że Misiowa Rodzina Was nie zanudziła!

więcej o Londynie TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ.

11.01.2015

Łosio-Misio?

imię tego Misia mogłoby brzmieć "Miło" - czyli "mi" od Misia i "ło" od łosia, ale wtedy kojarzyłoby się jednoznacznie z Miłoszem albo z pewną chorobą psychiczną, zwaną miłością... w zasadzie nie jest to takie złe skojarzenie bo przecież każdy Mulinowy Miś w swym małym korpusie skrywa artystyczną fantazję i gorące serce, tak tylko mulinowe , ale zawsze... jednak mówimy na niego Łosiek, chociaż istnieje prawdopodobieństwo, że jest samiczką!

pomijając jednak wszelkie dylematy związane z szeroko rozumianą onomastyką, to jest to po prostu Miś który chciał chociaż przez chwile zostać Łosiem...




06.01.2015

Filip, góra i "Matejko"...


miejsce które odwiedził Filip to jedno z "najbardziej znanych i obleganych polskich uzdrowisk". są tam pijalnie wód mineralnych, Szlak Architektury Cerkiewnej, stacja narciarska z koleją gondolową, liczne szlaki turystyczne, ścieżki rowerowe, odnowa biologiczna, oraz inne atrakcje.

Filip pojechał do Krynicy-Zdrój głównie po to żeby wjechać na Górę Parkową, co się oczywiście udało. 
podróż kolejką linową była całkiem przyjemna i przypomniała naszemu dzielnemu Podróżnikowi o poprzednim misiowym"gór zdobywaniu".  


na Górze Parkowej znajduje się Park Zdrojowy, trzy stawy, dwa szlaki turystyczne oraz tor saneczkowy. pogoda tego dnia nie rozpieszczała więc zdjęć pięknych widoków ze szczytu nie ma... ale na pocieszenie Filip opowiedzieć chce o ważnej postaci związanej z Krynicą.

pomnik Nikifora Krynickiego - Krynica-Zdrój

urodzony w 1895 roku Epifaniusz Drowniak czyli Nikifor Krynicki malarz samouk, półanalfabeta, tułacz i wędrowiec, kojarzony z prymitywizmem, swoje obrazki "proste jak natura" malowane na zużytych opakowaniach czy zadrukowanych kartkach podpisywał: "Netyfor malarz" lub "Matejko".
prawdopodobnie namalował  kilkadziesiąt tysięcy obrazków, sprzedawał je "bardzo tanio, aby tylko żyć". w Krynicy ma swoje muzeum, napisano o nim przynajmniej trzy książki, nakręcono film fabularny.

najbardziej podoba nam co o Nikiforze powiedział Edward Dwurnik:

"Wszystko, co malował, jest ZOBACZONE. A potem to zobaczone tasowało się w jego pamięci, wyobraźni, swobodnie.  On wyzwalał się wspaniale z przymusu rzeczywistości i kreował obraz,
świat, własną ich strukturę. Opowiadał siebie, malował swój kosmos".

jak będziecie w Krynicy-Zdrój, odwiedźcie Nikifora, jego pomnik stoi przy krynickim deptaku.

01.01.2015

misiowe przesądy i Święto Słomianego Niedźwiedzia

pomysł na przygodę kolejnego Misia Podróżnika zrodził się przypadkiem. otóż w tym dziwnym pudle, zwanym telewizorem usłyszeliśmy o "święcie słomianego niedźwiedzia" i w Misiolandii zrobiło się niezłe zamieszanie bo żaden z Mulinowych Niedźwiedzi nie wiedział o co, a raczej o kogo chodzi... a przecież nie może tak być, że nie wiemy nic o święcie, które potencjalnie i nas dotyczy(?)  z lektury fragmentów artykułów  Roslyn M. Frank  dotyczących symboliki niedźwiedzia w folklorze europejskim oraz na podstawie informacji z oficjalnej strony internetowej "Festiwalu Słomianego Niedźwiedzia" w Whittlesey (UK) wiemy zdecydowanie więcej!

a nawet wysłaliśmy Mulinowego Misia do organizatorów Festiwalu w Anglii z nadzieją że Miś dowie się na miejscu czegoś więcej.

oto nasz wysłannik:

jeśli chodzi o sam festiwal w angielskim Whittlesey, to... tuż po święcie Trzech Króli, ubiera się jedną osobę w strój ze słomy, nazywa się tę postać "Straw Bear" wyposaża w opiekuna, otacza tancerzami i wyrusza na miasto. według tradycji Słomiany Niedźwiedź wędrował przez miasteczko, i odwiedzał domy, a jego wizyta zapewniała zdrowie i dobrobyt dla domowników. takie wizyty "przynoszące szczęście" były częścią folkloru Whittlesey do końca XIX wieku. na pewien czas zostały zakazane, ale wróciły do terminarza miejskich imprez w 1980 roku pod nazwą "Whittlesea Straw Bear Festiwal". współcześnie festiwal to impreza weekendowa, czyli piątkowy koncert, sobotnie wędrowanie przez miasto i niedzielne spalenie "Słomianego Niedźwiedzia". z tego co wiemy spalenie Misia ma zapewnić jego przyszłe odrodzenie. trzeba też wspomnieć o tańcach, które towarzyszą w czasie przejścia przez miasto kolorowego korowodu ze Słomianym Niedźwiedziem... tym starym tańcem ludowym jest "morris dance" czyli moreska. taneczną część obrzędów wykonują różne postacie z dzwonkami przy nogach, w tym kukła konia i osoba o czarnej twarzy. i najważniejsza wiadomość - Whittlesea Straw Bear Festiwal 2015 odbędzie się w dniach 9-11 stycznia!


święto Słomianego Niedźwiedzia nie powstało ot tak, dla zabicia zimowej nudy i chociaż nie wszyscy wiedzą o co w nim chodzi, jest ściśle powiązane z dawnymi wierzeniami, o których bardzo chcemy Wam opowiedzieć!


więc skąd się wzięła postać niedźwiedzia w folklorze wielu europejskich kultur i dlaczego, akurat trafiło na niedźwiedzia?

nasi przodkowie uznawali niedźwiedzia za zwierzę o najpotężniejszym duchu, w końcu potrafi przeżyć kilka miesięcy bez jedzenia i to on sprowadza wiosnę kiedy się budzi ze swojego zimowego snu! gdyby pozbawić niedźwiedzia jego futra wyglądem przypominałby człowieka. stąd więc pogląd o wyjątkowości tego zwierzęcia, a w niektórych wierzeniach przekonanie o jego boskości...

Baskowie żyjący w Pirenejach wierzyli, że niedźwiedź jest przodkiem człowieka. w ich "opowieściach o niedźwiedzim synu" - pół niedźwiedź pół człowiek, opuścił kiedyś jaskinię w której się urodził by stać się pośrednikiem między ludźmi i niedźwiedziami (bogami). ten niedźwiedzi syn na jesieni zbierał do swojego brzucha dusze wszystkich istot żywych, a na wiosnę pozwalał im odrodzić się na nowo. 

według przekonań Chantów (Khanty) z zachodniej Syberii niedźwiedź narodził się w niebie i został zesłany na ziemię by nagradzać dobrych ludzi i karać leniwych, a jego zimowy sen jest niejako zapowiedzią życia po życiu.

Ajnowie (japoński lud tubylczy) wierzyli, że pojawienie się niedźwiedzia przynosi szczęście, odprawiali też niedźwiedzi rytuał zwany Iyomante.

a północnoamerykańscy Indianie z plemienia Ute uważali się za potomków niedźwiedzi.


nie można zignorować faktu, że jeden z gwiazdozbiorów na niebie północnym nazywany jest Wielką Niedźwiedzicą, siedem najjaśniejszych jego gwiazd tworzy układ Wielkiego Wozu, a dyszel to ogon Niedźwiedzicy.

w Polsce mamy "niedźwiedzia zapustnego", który jak inne "słomiane misie", jest częścią zimowego karnawału.

kiedyś chodzenie z żywym niedźwiedziem od domu do domu było formą rozrywki (np. w średniowieczu tzw. "tańczące niedźwiedzie"), dziś jest ciekawą tradycją, o której Mulinowe Misie chciały koniecznie Wam opowiedzieć.

ps. wiedzieliście, że 2 lutego to Dzień Niedźwiedzia? podobno tego dnia hibernujący niedźwiedź ma w zwyczaju przewracać się na drugi bok i jest to znak, że zmiana pór roku jest coraz bliżej... (z braku niedźwiedzi może być też Dzień Borsuka, czy Świstaka)...

Kochani Przyjaciele Misiolandii znacie jakieś święto, przesąd albo miejsce w którym Miś odgrywał ważną rolę i o których Mulinowe Misie powinny wiedzieć? dajcie znać! my bardzo lubimy się uczyć i poszerzać nasze horyzonty!