08.11.2013

Felipe

Felipe to pierwszy przedstawiciel Misiolandii w Wielkiej Brytanii! tak, trafił do rodziny królewskiej, a co nie wolno?

tak oto wygląda misiowy dżentelmen...


i po tej krótkiej prezentacji do mnie dotarło, że o meloniku zapomniałam! ale wtopa! ale, ale wyposażyłam Małego Podróżnika w parasol, bo myślenie stereotypowe mi kazało, londyńczyk powinien mieć parasol i już.

na nowych włościach, Felipe jest grzeczny i na razie powściągliwy w reakcjach. myślę, że po prostu próbuje wyczuć sytuację. dlatego z godnością i cierpliwością iście królewską zniósł kontakt z kotem ledwo co poznanym... stało się to tuż po przybyciu. niejaki Lemon, koci król, pan londyńskiego domu, postanowił zaspokoić swą ciekawość smakując nieco Felipowe lico. 


na szczęście Lemon nie jest mordercą i Felipe nie stracił twarzy tudzież innej części swego mulinowego ciała. Kot i Miś jak prawdziwi dżentelmeni uznali ten ów wypadek za niebyły i do niego wracać nie zamierzają. zostali razem nakryci jak leniuchują i chrapią w najlepsze gdy dom pod panowaniem innych porzucony ostał się.


po regenerującej drzemce, która powinna być nota bene na stałe wpisana w kodeks każdego dżentelmena i dżentelmenki też, Felipe odbył krótkie turne po zabudowaniach i zakamarkach swej nowej rezydencji. nieco speszony swym nowym światem w swej skromności i nieśmiałości wręcz przeogromniastej zapożyczył od niejakiego kameleona umiejętność wtapiania się w otoczenie. sztuka kamuflażu w jego wersji perfekcyjna nie jest, ale momentami ma się ochotę zawołać: "gdzie jest Felipe?!"





na zielonych obiektach byłoby łatwiej... 

tymczasem Felipe znika dalej ćwiczyć wtapianie się w tło... do zaś!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz