26.11.2013

Niko

dzisiaj będzie o Mulinowym Misiu, który postanowił być jak zebra, no taki calutki w paski! uwierzycie?

oto właśnie Misio-Zebra, czyli Niko.

mały Niko zamieszkał w bardzo ciekawym domu! od pierwszych chwil towarzyszy mu gruby misio – ochroniarz. po co Niko ochroniarz, zapytacie? bo Niko już raz się zgubił, a może nawet został uprowadzony (tak, tak, to on zaginął niedawno) więc z troski o jego bezpieczeństwo, doświadczony i napakowany Miś Krzyś będzie czuwał nad Misio-Zebrą.


wyjątkowość miejsca w którym Niko teraz mieszka polega też na tym, że właśnie dzięki nowemu opiekunowi spełni się niejedno misiowe marzenie.

słuchajcie! Niko zwiedzał nowy dom na... hulajnodze! pojazd to godny Misia, a jakże. podróżowanie obyło się sprawnie, bez niebezpiecznego wchodzenia w wiraże i bez kraks.


największą niespodzianką dla Misio-Zebry było akwarium, które z jego perspektywy jawiło się prawie jak oceanarium z wielkimi wielorybami. Niko gapił się długo, niemal z pyszczkiem przyklejonym do szyby i patrzył i patrzył i się trochę dziwił, że ryby go ignorują!



Niko był nieco smutny tym brakiem zainteresowania, więc na poprawę humoru dostał buziaka od swego opiekuna.


a potem jeszcze, wiersz krótki lecz piękny o nim właśnie.


i jak to zwykle bywa, po dawce czułości i miłych słów humor wrócił mu natychmiast...


o Niko możecie przeczytać także TUTAJ!

25.11.2013

Toki i "białe coś"

Toki, który mieszka na południu Polski, dzisiaj rano odkrył, że jakieś białe coś przykryło świat za oknem! i nie zważając na nic po prostu musiał na własne koralikowe oczy sprawdzić czym to owo "białe coś" jest!


...po wyjściu z domu Toki odkrył, że to "białe coś" naprawdę zdominowało okolice. hmm, takie białe, mokre i zimne. może to jest deszcz? ale ale, zdecydowanie w wersji zmrożonej. ach, to jest śnieg! podobno jest to jednoznaczny i namacalny zwiastun nadchodzącej zimy.

wiejski krajobraz do którego Toki był przyzwyczajony, tak nagle z dnia na dzień stał się bardziej jednostajny kolorystycznie. ot taki nieco nudy świat w monochromie...


w sumie wciąż widać nieco zielonego, ale swej soczystości ta barwa już nie ma...

jak się jest Małym Misiem to nawet mała kupka śniegu może się okazać wielką zaspą niedoprzebycia...


śnieg nawet całkiem fajny jest, ale troszkę drażni gdy się poprzylepia do stóp albo gdy jakiś śnieżny kryształek wpadnie w oko, a już szczególnie gdy oko ma średnicę 2mm!


Toki od swojej opiekunki dowiedział się, że Matka Natura dbając o to by nikt się nie nudził ustanowiła pory roku. cyklicznie zmieniające się warunki za oknem sprawiają, że mijający czas nie jest jednostajny. a nawet jeśli w niektórych częściach świata zmiany pogody nie są tak bardzo widoczne to i tak każdy ma świadomość, że natura kołem się toczy... po wiośnie jest lato, a po jesieni – zima.

śnieg to nieodłączny element zimowego krajobrazu, ale Toki wie, z resztą jak każdy Góral, że pierwszy śnieg wcale nie oznacza, że jesień już skapitulowała.

- Góralu Toki, czy będzie jeszcze padał śnieg?
- aaa, bedzie!
- a czy przestanie?
- aaa,  przestanie
- a kiedy?
- eee dyć, na wiosne na pewno...

:)

23.11.2013

Pocztówka z Berlina

Małe Bąbelki jeszcze przed podróżą do stolicy Niemiec obiecały przysłać pocztówkę z pozdrowieniami, no i przyszedł czas by się nią pochwalić.

jeden z Misiów postanowił nawet zostać przez chwilę przewodnikiem po Berlinie... tylko popatrzcie!

Brama Brandenburska chyba najbardziej kojarzy się z Berlinem. zbudowana w XVIII w., wysoka na 26 metrów, z kwadrygą powożoną przez boginię zwycięstwa - Nike. kiedyś była nazywana Bramą Pokoju.


panoramę Berlina najlepiej można podziwiać ze szczytu wieży telewizyjnej, a dokładniej z restauracji widokowej w kulistej części wieży. wieża ma wysokość 368 metrów, co oznacza, że przy założeniu, że na 1m przypada 25 Misiów, potrzeba ustawić wyprostowane i jeden na drugim jakieś 9200 Misiów aby przynajmniej zrównać się z wieżą Fernsehturm. nawet nie będę wspominać ile muliny potrzeba by tyle Misiów wydziergać!


kolejny charakterystyczny budynek to siedziba Bundestagu, czyli Reichstag.


warte odwiedzenia jest również berliński Gendarmenmarkt, czyli jeden z najpiękniejszych placów w Europie. można tam odnaleźć muzeum historii Niemiec (Deutscher Dom) czy siedzibę Berlińskiej Orkiestry Symfonicznej (Konzerthaus).


inny Miś zauważył, że na znaczku pocztowym też jest Gendarmenmarkt.


Misie czują jakby tam były, a Wy?

21.11.2013

Klusek i Zołza

nowe Misie podróżowały osobno, by już na miejscu odkryć, że będą jednak mieszkać razem. ten nieco dziwny misiowy duet tworzą niebieski Miś z białą różą, mylnie uznawaną za kluskę... (wiadomo... każdy widzi to, co chce, a głodnemu zawsze kluska na myśli) oraz zielony Miś z czerwonym kwiatkiem, który mimo czarującego wyglądu i równie ujmującego wnętrza dostał imię Zołza. mówię Wam, to jest czysta prowokacja! ;)

oto Klusek i Zołza:



mimo że wiele różni te dwa Misie łączy je jeszcze więcej!

w nowym domu Misie spotkały chomika o imieniu Księżniczek, jednak ten puchaty koleżka nie chciał z nimi rozmawiać... hmm, być może zaczynanie znajomości od słów "hej, przygarnij nas, bo nie mamy gdzie spać" nie jest zbyt trafioną strategią, ale stało się... Księżniczek nie miał ochoty zaprzyjaźniać się ani z Zołzą, ani z Kluskiem i na zdjęciu poniżej prezentuje swój, że tak powiem, stosunek do nowo przybyłych.


Księżniczek po prostu spanikował, kiedy usłyszał, że Misie szukają miejsca do spania. może jednego by jakoś upchnął w kącie, ale dwa Miśki... nie, nie i jeszcze raz nie. w mniemaniu Księżniczka w jego domu on sam i jego puchata osobowość ledwo się mieszczą, a już szczególnie po posiłku.
zanim Księżniczek uciekł poradził Miśkom żeby pogadały z królikiem, on ma większy metraż!

Miśki nie myśląc zbyt dużo ruszyły na poszukiwania domu królika. po drodze ustaliły, nauczone doświadczeniem z chomikiem, że najpierw zaprzyjaźnią się z nim, a potem dopiero napomkną o problemach z noclegiem. jak pomyślały, tak zrobiły.
dwa Misie odnalazły dom królika, ale go tam nie zastały. podobno każdego dnia królik wychodzi na pokoje by sobie pokicać to tu, to tam, tak dla zdrowotności i dobrego samopoczucia.

Misie się porządnie rozejrzały po okolicy i dostrzegły go na poduszce. hmm, relaksował się. spontanicznie do niego zagadały, kim jest, co porabia na co dzień i w ogóle jak się mu tutaj żyje... ich nowy znajomy to Borys. król wśród królików, a przynajmniej tak o sobie mówi.
według wymyślonej strategii Zołza miała być miła, a Klusek bardzo zainteresowany życiem królika. i tak dwa Misie ćwierkały do Borysa, że jest piękny i dobrze wychowany, że dieta mu służy i codzienne spacerowanie. nie było w tym nic z udawania, ot taka strategia poznawania. bo nawet Małe Misie wiedzą, że lepiej zacząć od dobrego słowa, by kleiła się rozmowa...

oczywiście Misie i Borys się polubili. tylko na nich popatrzcie! aaa i kąt do spania w rezydencji Borysa też udało się zarezerwować.


ach, po każdym sukcesie przychodzi moment na relaks. tak było i z Misiami. w towarzystwie jednej opiekunki Klusek i Zołza wybrali się na wycieczkę! ruszyli na miasto spożyć nieco bąbelków!


tak, właśnie tak, bąbelków, ale w herbacie! ten nietypowy napój przywędrował do Europy aż z Tajwanu... a wspomniane bąbelki w herbacie powstają z kuleczek tapioki zwanych perełkami. popatrzcie na zdjęcie, są na dnie kubka. (tapioka to skrobia otrzymywana z bulw manioku)


Bubble Tea występuje w wersji owocowej albo mlecznej, podstawą jest dobra herbata i tapioka, a wariacje smakowe to kwestia dodatków.

po tak pysznej przygodzie Klusek i Zołza postanowili, że jak na jeden dzień z życia Małego Podróżnika, wrażeń im wystarczy, a teraz będą już tylko trwać w pozycji horyzontalnej, czyli spać!


15.11.2013

Ado

inwazja Misiów na terytorium Polski jest ściśle związana z misją opanowania wszystkich województw. jeszcze parę dni temu Mulinowe Misie były obecne tylko w 5 z 16 województw. ale dzięki nowemu podróżnikowi szóste województwo wykreślamy z listy.

nowym mieszkańcem województwa opolskiego jest Ado, który wygląda tak:

Miś przybył, rozgościł się i od razu zaczął spełniać marzenia z listy marzeń do spełnienia.

Ado poznał całą paczkę znajomych. z każdym próbował się zaprzyjaźnić, ale nie z każdym udało mu się porozumieć. no cóż, nie każdy miś z tej samej żelatyny ulepiony...  tak tak, wspominana paczka to po prostu opakowanie żelkowych misiów. gumi-miśki, jak każde stado, składa się z różnych osobowości dlatego też z całego żelatynowego towarzystwa udało się Adiemu wyłuskać tylko kilku przyjaciół.
hmm, a może powód jest bardziej prozaiczny! jaki? żelkowe misie zbyt szybko znikały z opakowania!

oto Ado i żelkowe trio, od teraz przyjaciele na dobre i na złe... 


kolejne marzenie, które Ado spełnił w nowym domu, jest po prostu boskie. pół Misiolandii, a co tam... cała Misiolandia mu zazdrości! rzućcie okiem na zdjęcia, a jak wam wytrzeszcz oczu minie wróćcie do czytania ;)



takiej bryki nie miał dotąd żaden Miś! nie wiem dokąd Ado pojechał na przejażdżkę, ale wierzę, że miał przy tym wiele radości.

pierwszy traktorzysta z Misiolandii pozdrawia wszystkich!

10.11.2013

Goja

mała beżowo-czerwona Misia Podróżniczka bardzo szybko dotarła pod swój nowy adres. mieszka sobie w centrum Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (GOP), a dokładniej w Rudzie Śląskiej!

mulinowa Ślązaczka ma na imię Goja, oto ona:

jej imię nie jest przypadkowe, oj nie! pochodzi od smakołyku, który bardzo lubi jej nowa opiekunka. czyli od suszonych jagód goji. kto z Was je lubi?

poszukując informacji o jagodach goji, bardzo szybko można wpaść na stwierdzenie: "najzdrowsze owoce świata", "owoce życia", "owoce wiecznej młodości". hmm...
jagody pochodzą z terenów Tybetu, Mongolii i Chin mają około 2 cm wielkości, a krzew, na którym rosną, osiąga wysokość 1-3 m.
co ciekawe, zbieranie owoców odbywa się poprzez potrząsanie krzewu, ponieważ jagody dotykane palcami mają czarny miąższ... jak wyglądają owoce widać na opakowaniu przy którym stoi Goja.

o tym, co czyni jagody tak super zdrowym owocem możecie przeczytać TUTAJ (blog o jagodach goji)

sposobem na długowieczność chyba oprócz dobrej diety i pogodnego sposobu bycia, jest ruch! więc czas na spacer! kiedy świeci słońce to nawet jest obowiązkowe!

spacer Goji i jej opiekunki miał konkretny cel. jaki? najstarszy zabytek Rudy Śląskiej, tj. usypany pod koniec XIII wieku: Średniowieczny gródek stożkowy nad rzeką Kochłówką, w Kochłowicach (Kochłowice to jedna z 11 dzielnic Rudy Śląskiej).

ha, pomyślała Goja, XIII wiek, to był czas rycerzy i księżniczek!
jeśli chodzi o sam Gródek niestety spłonął w XV w., współcześnie dobrze zachowane są: fosa, podgrodzie i szczyt kopca. o historii tego obiektu możecie przeczytać TUTAJ. (strona internetowa)

oprócz podzielenia się wrażeniami ze swojego pierwszego spaceru na nowym miejscu, Goja chciałaby wszystkim przedstawić swojego psiego przyjaciela i obrońce, oto Messi:
dzięki opiece tego pięknego psa i opiekunki, Goja świetnie się czuje na nowym miejscu. ah, jest i jeszcze jeden powód! Goja ma własny dom z ogródkiem! a prezentuje się on właśnie tak:

pełnia szczęścia, czyż nie?!

09.11.2013

Zygmunt

nowy podróżnik ruszył w Wielki Świat! jest mały, niebieski, a na imię ma Zygmunt.

od teraz Zygmunt będzie wiódł życie niczym bohater powieści kryminalnej... na pewno Miś, zanim się w Krakowie pojawił, nie przypuszczał, że dzięki swojemu opiekunowi nauczy się jak być dobrym detektywem. któż by pomyślał, że w tym Mulinowym Misiu ukryta jest nitka, czasem zwana żyłką, do rozwiązywania kryminalnych intryg i zagadek, a jednak!


więc opowieść czas zacząć!
jednego bohatera już znacie, jest nim Zygmunt! drugi to niejaki Pan Jackson, który niczym zapalniczka w ciemności będzie prowadził Zygmunta po zawiłych ścieżkach dedukcji i analizy psychologicznej! to Pan Jackson pomoże zbadać ślady, zebrać niezbite dowody i dowieść, wbrew wszelkim wątpliwościom, kto... zabił! Pan Jackson to nieco mroczna postać, w zasadzie niewielu go widziało, Zygmunt ma wrażenie, że jego osobowość, a nawet powierzchowność, zmieniają się z każdą sprawą z którą ma do czynienia. fascynują go przestępcy i ich motywy, w jego oczach odbija się zło, dokonane przez nich. brrrrrr.
odtąd Zygmunt – początkujący detektyw i Pan Jackson jego przewodnik, będą rozwiązywać zadania zlecane przez opiekuna.

kiedy chce się zostać ekspertem w jakiejś dziedzinie, trzeba czytać, dużo czytać. od Pana Jacksona Zygmunt usłyszał, że dobry detektyw nie gardzi wiedzą innych i zawsze słucha swojej intuicji. Miś nie zdążył zareagować na te słowa gdy jakiś ciężki przedmiot przeleciał nad jego głową i wylądował tuż przed nim... to była książka, gruba książka... lektura, nie do poduszki, raczej podręcznik... 


Zygmunt ma wielkie ambicje, kto wie, czy nawet po cichu nie myśli by zostać drugim Sherlockiem Holmesem, więc mimo że rozmiary książki go przyprawiły o mdłości, postanowił pochłonąć całość w jeden wieczór! to było jego pierwsze zadanie, przeczytać historię detektywa Troya, według Johna Lawtona.
jednak zanim na dobre rzucił się w wir nauki postanowił zaczerpnąć świeżego powietrza. bo kiedy dużo wrażeń atakuje w krótkim odcinku czasu trzeba się zresetować... balkon, to jest to.


oooo, wysoko. biuro Zygmunta znajduje się na 15-tym piętrze! mówi się, że z góry więcej widać, myślę, że z takiej perspektywy nie jeden detektywistyczny problem Zygmunta wyda się całkiem malutki...

cała Misiolandia trzyma kciuki by kariera Zygmunta jako detektywa rozwija się jak najlepiej.


08.11.2013

zaginął Miś (2)

29 października Mały Miś wyruszył w podróż po Polsce z przystankiem w Krakowie! niestety nie dotarł jeszcze do swojego opiekuna, czym zasmucił i mnie i resztę Misiów.

trudno nam zrozumieć dlaczego Mały Miś zaginął właśnie teraz i to w drodze do kogoś kto bardzo chciał spełnić niejedno misiowe marzenie. to nie fair! pisanie o tym jak nam smutno jest jak definiowanie smaku... wody! darujemy sobie!

wszystkie Misie mają nadzieję, że Niko#2 dotrze na miejsce!

ps. pozdrawiamy Pocztę Polską!


Felipe

Felipe to pierwszy przedstawiciel Misiolandii w Wielkiej Brytanii! tak, trafił do rodziny królewskiej, a co nie wolno?

tak oto wygląda misiowy dżentelmen...


i po tej krótkiej prezentacji do mnie dotarło, że o meloniku zapomniałam! ale wtopa! ale, ale wyposażyłam Małego Podróżnika w parasol, bo myślenie stereotypowe mi kazało, londyńczyk powinien mieć parasol i już.

na nowych włościach, Felipe jest grzeczny i na razie powściągliwy w reakcjach. myślę, że po prostu próbuje wyczuć sytuację. dlatego z godnością i cierpliwością iście królewską zniósł kontakt z kotem ledwo co poznanym... stało się to tuż po przybyciu. niejaki Lemon, koci król, pan londyńskiego domu, postanowił zaspokoić swą ciekawość smakując nieco Felipowe lico. 


na szczęście Lemon nie jest mordercą i Felipe nie stracił twarzy tudzież innej części swego mulinowego ciała. Kot i Miś jak prawdziwi dżentelmeni uznali ten ów wypadek za niebyły i do niego wracać nie zamierzają. zostali razem nakryci jak leniuchują i chrapią w najlepsze gdy dom pod panowaniem innych porzucony ostał się.


po regenerującej drzemce, która powinna być nota bene na stałe wpisana w kodeks każdego dżentelmena i dżentelmenki też, Felipe odbył krótkie turne po zabudowaniach i zakamarkach swej nowej rezydencji. nieco speszony swym nowym światem w swej skromności i nieśmiałości wręcz przeogromniastej zapożyczył od niejakiego kameleona umiejętność wtapiania się w otoczenie. sztuka kamuflażu w jego wersji perfekcyjna nie jest, ale momentami ma się ochotę zawołać: "gdzie jest Felipe?!"





na zielonych obiektach byłoby łatwiej... 

tymczasem Felipe znika dalej ćwiczyć wtapianie się w tło... do zaś!



07.11.2013

Mila odkrywa czym jest hobby

mała Mila z dnia na dzień coraz lepiej sobie radzi, wpadanie w kłopoty nie weszło jej w krew, ale wciąż musi być czujna.
pewnego dnia gdy chciała sprawdzić co słychać w Misiolandii od swojej opiekunki usłyszała "nie ma internetu".
...hmm, ale co to znaczy? - pomyślała Mila zadziornie poprawiając swoją kokardę. podobno gdy nie ma internetu wirtualny świat przestaje istnieć... na szczęście, ten stan nie może trwać wiecznie!

ciekawska Mila postanowiła się dowiedzieć, co robi jej opiekunka kiedy nie jest w pracy (i gdy internet znika)... i odkryła, że to, co robi się w wolnym czasie ma swoją nazwę! a chodzi o hobby, inaczej pasję, źródło odprężenia, sposób na nudę. 

podchodząc do hobby „naukowo” można utworzyć jego typologię ...hmm, czemu nie!
skupiając uwagę na tym czym się zajmujemy w ramach hobby mogą to być zainteresowania: artystyczne, techniczne, rekreacyjne i inne. 


Mila przypadkiem wpadła na gitarę i pomyślała, że... byłoby fajnie móc coś na niej zagrać, ale Mila dostrzegła pewną trudność w robieniu dwóch czynności naraz. szarpanie strun i naciskanie ich na progach jest niewykonalne gdy jest się Mulinowym Misiem. już pomijając brak palców (o których wspominał Carmelo w swojej przygodzie z gitarą) zasięg ramion Mili jest normalny w kategoriach Małego Misia, ale niewystarczający by zostać wirtuozem tego instrumentu.
więc Mila drugim Santaną nie zastanie, co nie znaczy, że nie może spróbować swoich sił z innym instrumentem muzycznym. to był przykład hobby artystycznego.

kolejna kategoria odmian hobbystycznych zainteresowań to np. modelarstwo, majsterkowanie, czyli hobby techniczne... hmm majsterkowanie, o tak Mila już tego próbowała... zmajstrowała już nie małe kłopoty gubiąc się swojej opiekunce parę razy! ale o tym sza! niemiłych wspomnień unikamy!

hobby rekreacyjne to kolejna kategoria... trzeba tu wspomnieć m.in. o łowieniu ryb, czy wycieczkach rowerowych... może innym razem Mila spróbuje znaleźć coś dla siebie w tym zakresie.

hobby to także zdobywanie wiedzy i doskonalenie umiejętności.  tutaj należy wspomnieć o kategorii "inne", która obejmuje np. granie w gry, wszelkiego rodzaju zbieractwo, czy czytanie książek.

Mila zauważyła książkę...


jest zrobiona z papieru, a jej kolorowa okładka kusi by zajrzeć co ukrywa w środku.


sporo liter. litery tworzą słowa, a z nich powstają zdania. polski alfabet składa się z 32 liter i tyle ich wystarczy by opisać świat Małych Misiów i ludzi, a nawet wszechświat.
Mila się wciągnęła w lekturę, przed nią jeszcze sporo stron i nie może się doczekać co będzie dalej.

czy siedzenie w bezruchu można uznać za hobby? czemu nie, mówi Mila, oby tylko nie za często, bo jest tyle ciekawych rzeczy które można robić!

a i jeszcze jedno, najważniejsze w posiadanym hobby, jest to, by czerpać z niego przyjemność, czymkolwiek ono jest.