24.10.2013

Bąbelki dwa, czyli w Berlinie jesteśmy...

całkiem niedawno bardzo wyjątkowe Misie wsiadły w papierowy samolot, wyglądający zupełnie jak koperta na list i ...fruuuu... poleciały za Odrę, do samego Berlina.

oto sprytni podróżnicy: (nazywani dalej Bąbelkami)
na miejscu Bąbelki znalazły sobie miejsce do leżakowania, milutkie, mięciutkie. zaczęły nawet planować, że tu właśnie uwiją swoje wspólne gniazdko, gdy nagle okazało się, że potencjalne łóżko ma inne zdanie w tej kwestii...
bo łóżko kotem było niestety.


poza tym małe Bąbelki mają już na koncie pierwsze wyjście do parku. to był iście romantyczny spacer...

ale najpierw była podróż samochodem. podróż pierwsza klasa!
 park w jesiennych barwach oczarował Bąbelki. 


ach te liście!
jesień jest boska!

po powrocie z parku, kiedy Bąbelki tak sobie dyndały w oknie, ich mulinowe serduszka wypełniała radość i wręcz pewność, że dzięki swoim opiekunom ten wielki świat za oknem uda się im poznać i posmakować jeszcze nie jeden raz. 
ich radość jest naprawdę wielka głównie dlatego, że są tam razem... na zawsze... Bąbelki Małe i Bąbelki Duże!

o Bąbelkach można przeczytać także TUTAJ zapraszam!

i do zaś!

18.10.2013

Toki i pewien futrzany "ktoś"

o tym, że każdy Mulinowy Miś przyjacielski jest nie trzeba chyba nikogo przekonywać. poszukiwania nowych znajomych to jedno z zadań każdego Małego Podróżnika.

nowym przyjacielem Tokiego została kulka pokryta miękkim futrem przypominająca nieco wiewiórkę... kto to taki? szynszyla, w kolorze szarym o imieniu Franek. 


Toki wpadł na chwilę do Frankowego domu by się przywitać i by dowiedzieć się jak najwięcej o szynszylach w ogóle. Franek okazał się bardzo miłym koleżką... chociaż jak się później przekonacie nieco za bardzo, hmm... bezpośrednim...

szynszyla to mały gryzoń pochodzący z Ameryki Południowej (szkoda, że wciąż nie ma tam ani jednego Mulinowego Misia!) a pytany o paszport pokazałby: argentyński, boliwijski albo chilijski. na wolności, czyli obecnie głównie w Parku Narodowym Szynszyli (Reserva Nacional Las Chinchillas), mieszka w górach między 3000 a 5000 m n.p.m.
szynszyla prowadzi nocny tryb życia. lubi jeść nasiona, źdźbła traw, zioła.
nie wiem czy wiecie, ale świnka morska czy nutria to krewniaczki szynszyli.

oto Franek: 
ma bardzo miękkie i gęste futro (z jednego mieszka włosowego wyrasta 50-75 włosów). kąpie się w tzw. kąpieli pyłowej, czyli w pojemniku z piaskiem, bez namaczania ;)
ma długi ogon i bardzo piękne wąsy czuciowe – wibrysy - które mogą mieć nawet 12 cm długości. jego okrągłe uszy są sygnalizatorem nastroju – kiedy Franek śpi i jest spokojny ma je po sobie, a gdy coś go niepokoi, ciekawi - nasłuchują. Franek ma 20 zębów o ciemnożółtym zabarwieniu co oznacza, że jest zupełnie zdrowy. w przednich łapkach ma 5 palców, ale podobno chwytne są tylko 4, tylne łapki maja po 4 palce.

Franek jak każda szynszyla jest bardzo ciekawski, lubi biegać i skakać.
szynszyle kicają jak króliki i skaczą nawet na wysokość 1 metra.

ze zdjęć poniżej jednoznacznie wynika, że Toki wzbudził zaciekawienie u Franka. 

na szczęście Toki jest bardzo odważny i nie bał się, że zostanie zjedzony...
chociaż..., ale nie Toki ufał, że wszystko dobrze się skończy!
niestety Franek nie zna tego powiedzenia "friends are like potatoes when you eat them, they die" dlatego opiekunka Tokiego musiała interweniować!

z tej przygody Toki wyszedł cało, tylko jego koralikowy nosek nieco ucierpiał...

a morał jest taki, że czasem nawet przyjaciel zranić może...

10.10.2013

Nusia i pewna ceremonia...

malinowa Nusia kiedy przybyła do swojej opiekunki wyczuła w powietrzu wokół, swego rodzaju ekscytujące poddenerwowanie, które na pewno zapowiada coś ważnego! Nusia koniecznie musiała rozwikłać tę zagadkę...

hmm, planowanie, oczekiwanie, napięcie, wielkie wydarzenie, specjalny dzień... ogrom szczęścia, biała suknia, nowy garnitur, welon, kwiaty, wystrojony samochód... urząd, goście, prezenty... ah, prawie każda kobieta o tym marzy..., miłość, małżeństwo, ślub. sporo haseł które wpadało od czasu do czasu do mulinowego ucha.
...a Nusia na to, o co chodzi?!

kojarzycie taki obraz namalowany (w 1434) przez Jana van Eycka pt. "Portret małżonków Arnolfinich"? pewnie nie... obraz ten przedstawia średniowieczną symbolikę sakramentu małżeństwa, co ciekawe na tym obrazie pomiędzy małżonkami jest pies jako symbol wierności małżeńskiej. czy to oznacza, że po ślubie, a może nawet przed, należy kupić psa?! - zgaduję, że właśnie takie pytanie zadałaby Nusia gdyby widziała ten obraz!

no dobra, do rzeczy... małżeństwo, co to takiego? to związek zatwierdzony prawnie po złożeniu podpisów na dokumentach... popatrzcie na ten poważny dokument urzędowy...


dlatego właśnie małżeństwo to nie taka prosta sprawa (hop siup, mam cię i już). ślub to... ceremonia, złożenie przyrzeczenia, piękne stroje, goście i kto wie może nawet obowiązkowo ...łzy!
symbolem zawarcia małżeństwa są obrączki, ale niektórym wystarczy wspólny kredyt ;)

przy okazji próby zdefiniowania czym jest małżeństwo Nusia natrafiła na sporo trudnych słów: monogamia, poligamia, poligrynia, poliandria... ale żeby nie wpaść w kłopoty ideologiczno-kulturowe Nusia zastosowała metodę dedukcji Kubusia Puchatka:

Kubuś mawiał: "długie słowa sprawiają mi trudność i czasami ma się wrażenie, że te straszliwe słowa są tam tylko po to żeby powstrzymać nas od zrozumienia"

więc Nusia porzuciła tropienie definicji małżeństwa. okazało się, że w tej całej pięknej uroczystości zaślubin wcale nie chodzi o definicje prawno-społeczno-religijne (i inne) lecz o miłość. o tak, o miłość właśnie. więc chyba sednem całej ceremonii jest "może pan pocałować pannę młodą" :)

kiedy już narzeczeni mają za sobą uroczystą deklarację miłości, czyli publiczne przyrzeczenie bycia na zawsze razem, stają się mężem i żoną. no i wtedy czas na... rzucanie ryżem i monetami "na szczęście młodej parze"... 


potem jest czas na życzenia...


Nusia chciała przy okazji tego opowiadania życzyć wszystkim którzy mają tę ceremonię za sobą i tym którzy wciąż na nią czekają: żyjcie długo i szczęśliwie!

05.10.2013

Toki pod Giewontem

mały Toki opuścił na chwilkę swoją wieś i ruszył do miasta...
dla tych, którzy kojarzą ten widok ze zdjęcia nie muszę pisać dokąd Toki pojechał, no a całej reszcie oznajmiam, że Toki wpadł na chwilę do Zakopanego!

Toki dla relaksu i dla poprawy humoru przysiadł sobie w kawiarni widokowej i oddał się bez reszty kontemplacji krajobrazu! Zakopane, 5 piętro, dach Domu Towarowego "Granit", 50 metrów od słynnych Krupówek i przepiękny widok na miasto i przede wszystkim na Tatry! wystarczy by się szeroko uśmiechać!

przy pysznej herbacie i rozmówkach polsko-włoskich Toki zażywał sobie słonecznej kąpieli...


hasło dnia Toki wyczytał w rozmówkach..., a brzmi ono:  
oggi è una bella giornata!
kiedy Toki ogrzał swoje mulinowe ciało zszedł, tzn. zjechał windą, na ziemię i wtedy za nos zaczął go wodzić pewien zapach... mmmm wędzony ser... no ba, jak Zakopane, to i oscypki!
Oscypek to ręcznie robiony, wędzony owczy ser, wytwarzany w okresie od maja do września.

wiecie w jaki sposób mleko zamienia się w ser? ta magia ma miejsce dzięki enzymom trawiennym z żołądków małych cieląt (klog, podpuszczka). enzymy powodują, że zmienia się struktura mleka. mleko się ścina i można robić oscypka. uformowany oscypek wędruje do drewnianej formy, a po kąpieli w solance jest gotowy do wędzenia. produktem ubocznym produkcji sera jest serwatka.
smacznego Toki!

aaa i tak na koniec jeszcze rzut okiem na roślinkę Tokiego. arbuzowe pnącze ma już 5 listków i kolejne w produkcji!

a jeszcze miesiąc temu roślinka wyglądała tak >>