31.07.2013

Tosia w Warszawie

Mulinowy Miś trafił do swojej nowej opiekunki w tym samym dniu, w którym na świat przyszedł mały książę brytyjski, dlatego też dostały się mu trzy imiona!
a więc przedstawiam: Antoninę, Katarzynę, Michalinę z Mulinowych Misiów z Misiolandii. ale dla przyjaciół to po prostu Tosia! Tosia Warszawianka.

jak większość z Misiów, tak i Tosia na miejscu znalazła sobie przyjaciela, opiekuna i przewodnika po nieznanym świecie. tak, jest nią jej opiekunka, ale jest i miś Oskar. misie szybko się dogadały. Oskar to prawdziwy dżentelmen, znalazł Tosi bardzo fajne miejsce do spania!


mała podróżniczka w towarzystwie "popularnego atlasu świata" na pewno będzie co noc śnić o odległych podróżach. 
zwiedzając swoje nowe mieszkanie Tosia wpadła na rower! słyszała, że już jeden z Mulinowych Misiów próbował kierować tym pojazdem. fajnie, Tosi też się uda jeśli tylko zechce!


Tosia rzuciła tez okiem na balkon. szybko doszła do wniosku, że warto tu częściej przychodzić! balkony mają to do siebie, że przenoszą cię na zewnątrz chociaż wciąż jesteś w swoim domu. dla nieśmiałej, póki co, Tosi to ważne!
nadmiar wrażeń z nowego miejsca troszeczkę zmęczył Tosię. Oskar stwierdził, że koniecznie musi pójść na spacer. no to raz, dwa i Tosia w plenerze!

Tosia była nad Wisłą!

 

 widziała piękny most, strasznie duży. Most Siekierkowski z sześcioma pasami jezdni i pasem dla rowerów!


konstrukcja Mostu Siekierkowskiego to liny nośne i dwie litery "H". te litery "H" nazywają się "pylony". lin jest 54 i są pomarańczowe żeby ptaki na nie nie wpadały. Tosia nie wie ile jest mostów na Wiśle w Warszawie, ale bardzo się cieszy, że widziałam już jeden z nich!

tyle na razie od Tosi. szczęściara na dniach wybiera się na Mazury! ciekawe czy przyśle foto-pocztówkę...?

miłej zabawy Tosia!

30.07.2013

pizza a'la Toki ;)

Toki chciał się pochwalić, że wie jak się robi pizzę. jest za mały żeby wykonać ją sam, to jasne, ale wie co i jak, z czym i do czego... 

pizza to jeden z tych produktów który jednoznacznie i chyba wszystkim kojarzy się z Italią! kto nigdy nie był w pizzerii ten leszcz! 
o pizzy nie należy wiele mówić, trzeba ją po prostu jeść... 
ale tak krótko... najpopularniejsza i najprostsza wersja pizzy - margherita - składa się z placka,  pomidorów, sera mozzarella i bazylii (tak, tak kolorystycznie przypomina flagę Włoch).

no dobra, ale to wszystko nie obchodzi Tokiego, on chce pizzę i już!

no więc do roboty!

na stole kuchennym Toki znalazł tyle ciekawych i kolorowych produktów, że od razu wpadł w zachwyt! papryka, pieczarki, filet z kurczaka, kukurydza, salami, mnóstwo sosu pomidorowego i czosnkowego oraz góra sera mozzarella! i to wcale nie wszystko!

pizza której przygotowanie nadzorował Toki to tzw. wariacja na temat... czyli placek i dodatki, które lubisz najbardziej!

rzut okiem na przepis...

ciasto na pizze: (3 duże blachy ~40x40cm!)
  • 1,5 kg mąki
  • 1,5 opakowania drożdży 
  • 9 łyżek oleju, sól
drożdże skruszyć, dodać łyżeczkę cukru i szklankę wody gorącej, ale nie wrzątek. gdy drożdże wyrosną dodać do mąki i oleju, wyrobić ciasto. miskę z ciastem przykryć i włożyć do ciepłej kąpieli. po wyrośnięciu wałkować. 

tak wygląda pizza przed wizyta w piekarniku:
 

a tak po: bez i z sosem czosnkowym ;)



Toki miał kilka spostrzeżeń. 
- drożdże trochę dziwnie pachną, ale są istotnym składnikiem ciasta, spulchniają je! 
- czosnek, gdy go zjesz jego aromat zostanie z Tobą na cały dzień, ale w postaci sosu jest bardzo ciekawym uzupełnieniem do pizzy.
- czekanie na pizzę jest torturą szczególnie gdy jesteś bardzo głodny. 

27.07.2013

Filip i kolej krzesełkowa

od początku wakacji Filip czuje się nieco opuszczony i zapomniany, jego opiekun wykrada się wczesnym rankiem nie zabiera go ze sobą, a kiedy wraca do domu nawet nie opowiada co ciekawego robi! nic dziwnego, że Filipowi było trochę smutno, ale opiekun znalazł wymówkę... niestety na praktyki studenckie nie wolno zabierać małych misiów. kto wie, może faktycznie nie wolno!

na szczęście, to nic trudnego, obejść nawet wymyślone zakazy...

przyszedł dzień kiedy opiekun Filipa postanowił zrobić kilka zdjęć dokumentujących rozwiązania techniczne kolei krzesełkowej na Butorowy Wierch - tym sposobem przemycił Filipa przez bramkę biletową.


kolejka, czy też wyciąg, została uruchomiona w 1977 roku, trasa ma 1,6 km długości i pokonuje 272 m wzniesienia. 200 krzesełek w ciągu 18 minut przewozi turystów z Kościeliska pod szczyt Butorowego Wierchu. w trakcie jazdy można podziwiać wspaniałą panoramę całych Tatr Polskich i Słowackich oraz Zakopanego i Kościeliska.

 

no więc "hej przygodo!" Filip i jego opiekun usiedli na krzesełku... Filip bardzo się bał, chciał zamknąć swoje koralikowe oczy... no, ale przecież nie ma powiek, a łapki były zajęte trzymaniem się opiekuna! Filipowi wydawało się, że podróż 20 m nad ziemią na bardzo cienkiej lince, musi być niebezpieczne, no chociaż troszeczkę! dopiero na górnej stacji, czyli na 1158 m.n.p.m., odetchnął z ulgą. znowu strach był niepotrzebny, a widok rekompensuje wszelkie obawy!


od opiekuna Filipa wiem, że nasz mały turysta, w drodze powrotnej nie panikował. zresztą widząc całe gromadki uśmiechniętych ludzi i dzieci przekonał się, że naprawdę nie ma się czego bać :)
co ważne, nawet awaryjne zatrzymanie na środku trasy go nie przestraszyło - Filip cieszył się, że mógł trochę dłużej pobujać się na takiej fajnej huśtawce!

Filip poleca kolej krzesełkową na Butorowy Wierch! takie podróżowanie to 100% przyjemności, a widoki... niezapomniane!

 
a jeśli jeszcze ktoś z Was ma wątpliwości czy Filip ma lęk wysokości, to on mówi zdecydowanie nie! strach jest dobry dla pluszowych misiów, a Mulinowe Misie są odważne, że hej! :D



26.07.2013

Amy na plaży!

marzenia się spełniają! tak, tak tylko trzeba być cierpliwym. przyznam Wam, że mała Amy pojechała do Australii z misją. miała tam spełnić jedno z marzeń wszystkich Misiów z Misiolandii, a mianowicie pójść na plażę!

Amy mieszka w stanie Queensland i wydaje mi się, że najpopularniejszą lokalizacją turystyczną w tym regionie jest Gold Coast, czyli "Złote Wybrzeże" znane wszystkim miłośnikom surfingu i sportów wodnych!
a tamtejsze plaże są jednymi z najwspanialszych na świecie.

oto kilka zdjęć od Amy, właśnie z Gold Coast:

 

są i ratownicy, jaka szkoda, że w koszulkach!
Amy spacerując po plaży miała wielką ochotę dotknąć Oceanu Spokojnego, czy może raczej Morza Koralowego, ale coś jej podpowiadało, że może to być jej ostatnia przygoda! pomimo tego, gdzieś w głębi swojej mulinowej duszy Amy marzy o zostaniu surferem. chyba nikt nie może ją powstrzymać, no chyba, że po prostu brak deski...

w drodze na plażę Amy spotkała bardzo ładnego psa. był tak samo modny jak ona, nie dość że rudy, to jeszcze z piękną turkusową kokardą!
mimo szczerych chęci Amy nie mogła go zaprosić na spacer po plaży, bo nie wszędzie psy są mile widziane...


opiekunka Amy trochę się zmartwiła, że trudno jest na jednym zdjęciu pokazać piękno plaży i małą Amy, ale przyznacie, że i tak całkiem dobrze jej to wyszło.

nie wiem jak Wy, ale ja się rozmarzyłam i gdybym potrafiła, chętnie bym się teleportowała do Amy, taka zima jak tam nie jest mi straszna!


24.07.2013

Benia i rowerowanie!

ciemno, nic nie widać, ciasno i niewygodnie... w takich warunkach podróżuje każdy Miś! może to brzmi strasznie, ale Mali Podróżnicy wiedzą, że warto się trochę pomęczyć. po podróży jakoś mocniej doceniają świeże powietrze i otwartą przestrzeń...

przedstawiam Wam różowo-czerwoną Benię:
kiedy ta Mała wydostała się z koperty tupnęła głośno nóżką i zakomunikowała, że nie ma zamiaru już więcej podróżować w kopercie! bo ona jest Benia, a Benia musi być wolna!

ale co daję poczucie wolności?
niezależność, swoboda myśli i działań... a może wystarczy tylko rower!?
ale zaraz zaraz, jak bezpiecznie i wygodnie posadzić Benię na rowerze!?
nowa opiekunka Benii do problemu podeszła z kreatywnością godną MacGyver'a :) można by rzecz, że gdzie Miś nie może tam opiekunka go uratuje... czy jakoś tak...

Benii fotelik na rower prezentuje się całkiem profesjonalnie! jak na zdjęciu, pasy bezpieczeństwa są wykonane z gumki recepturki, stelaż z drutu, siedzisko z filcu. dodam, że nawet kolorystyka fotelika to strzał w dziesiątkę!


czas testowania fotelika był dla Benii źródłem wielkiego zadowolenia. piękna pogoda, przyjemny wiaterek umiliły bardzo Benii i jej opiekunce podróż nad wodę.


ponieważ pedałowanie bywa męczące i samo patrzenie na pedałującą opiekunkę też, dobrym pomysłem była krótka przerwa, czyli odpoczynek połączony z opalaniem.
Benia spróbowała opalania na piasku, wydało się to całkiem przyjemne, ale nawet Mały Miś nie lubi gdy go coś parzy w plecy, więc dalsze opalanie odbywało się na liściu...


w drodze powrotnej do domu Benia i jej opiekunka mijały miejski park z placem zabaw. Benia nie omieszkała skorzystać z tej okazji by trochę się pohuśtać.

...wszystko co cieszy daje wolność, prawda?!


 

19.07.2013

Alex

kolejny Mały Podróżnik ma na imię Alex. może gdyby ten żółty elegancik miał jeszcze laseczkę nosiłby imię po Charlie Chaplinie...


ale taki, tylko w kapeluszu, o przepraszam w meloniku, skojarzył się swojej nowej właścicielce z „Mechaniczną pomarańczą” – czyżby przez ten błysk w koralikowych oczach? kto wie, kto wie! jednak poza melonikiem i imieniem, Mały Miś nie ma nic wspólnego z bohaterem filmu Kubricka.

Alex jest bardzo spokojny i ułożony, a dzięki słonecznej aparycji szybko znalazł sobie przyjaciela – dużo większego, ale równie sympatycznego misia. i teraz tak sobie we dwóch prowadzą długie rozmowy o... życiu!


na ogół na podstawie rzeczy którymi się otaczamy łatwo jest wyciągać wnioski jacy jesteśmy... Alex wydaje się być misiem który dużo czyta, a najbardziej upodobał sobie baśnie i na swojej ulubionej półce ma ich całe mnóstwo. Alex czasami zastanawia się czy uda mu się przeczytać wszystkie książki świata,ale z drugiej strony, ma wrażenie, że po przeczytaniu „Kubusia Puchatka” i tak wie już wszystko...


w wolnych chwilach Alex lubi wspinać się na kolorowe wełniane góry, z których ma widok na cały pokój. całkiem fajny punkt widokowy, prawda?


Alex dostał od swojej opiekunki bardzo szybki samochód, więc może swobodnie poruszać się po całym mieszkaniu.

no tak, podróżowanie podróżowaniem, ale Mulinowy Miś w samochodzie w gustownym meloniku i pod muchą wygląda całkiem przystojnie! podobno ktoś już się w nim zakochał. a może jednak to on stracił głowę dla wysokiej i ślicznej brunetki... ale o tym sza! mały żółty miś jest bardzo nieśmiały i nie lubi, gdy mówi się głośno o jego uczuciach.

a to zdjęcie to jego największa tajemnica, więc jakby co, nigdy nie widzieliście tej fotki!

16.07.2013

Zuzulka i anioły

czerwony Miś z werwą ruszył w świat, co prawda nie do Miasta Aniołów, ale opowie o aniołach... ale najpierw się przedstawi.

Zuzulka wygląda tak:

Zuzulka trafiła do domu pełnego aniołów i przebywając w tak dostojnym towarzystwie postanowiła dowiedzieć się co to anioł i jak nim zostać?!

anioły muszą kojarzyć się z czymś dobrym może w jakimś sensie przynoszą szczęście... tak sobie pomyślała Zuzulka gdy zobaczyła ile ich ma jej nowa opiekunka! (oczywiście cała kolekcja nie zmieściła się na jednym zdjęciu!)


w anioły wierzą Chrześcijanie, Żydzi, wyznawcy Koranu, Hindusi mają swoje Dewy, a w kulturach plemiennych istnieją Przewodnicy Duchowi którzy pośrednicząc między światami ludzi, zwierząt i bóstw w jakimś tam sensie też są aniołami. ile jest aniołów? kolekcja opiekunki Zuzulki na pewno jest policzalna, ale ile jest aniołów w ogóle tego nie wie nikt.


jeśli chodzi o to, jak wygląda anioł, to chyba nie ma jednej dobrej odpowiedzi. jednak Zuzulka zauważyła ich cechę wspólną... skrzydła. tylko po co aniołowi skrzydła?
no więc, anioły opiekują się wszystkim co materialne. podobno każdy człowiek ma swojego Anioła Stróża, a skoro anioł powinien zawsze być na czas, dlatego właśnie ma skrzydła!


nie wiem czy anioły istnieją, Zuzulka też tego nie wie, ale kiedy myślę o aniołach przypomina mi się ten tekst: "wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem: możemy latać tylko wtedy, gdy obejmiemy drugiego człowieka". znacie to? to cytat z opowiadani pt. "Pocieszenie" Bruno Ferrero.

aaa i jeszcze jedna ciekawostka. we Włoszech mówi się, że dołeczki Wenus (fossette di venere), tak tak, te na plecach, to dowód, że ludzie mieli kiedyś skrzydła (czyli byli aniołami...?)

:)

12.07.2013

Iza

mała mulinowa ślicznotka ruszyła przecierać szlaki na Podkarpaciu, w najdalej na południe wysuniętym województwie Polski! szczęściara ma teraz tak blisko na Bieszczady. oj, zazdrościmy, bo my w Misiolandii marzymy mocno o spacerach po bieszczadzkich szlakach, ah!

oto Iza:
w oczekiwaniu na przygody, Mała ciekawa świata Iza, usiadła na chwilę, by odpocząć po podróży. dodatkowo na siedząco może dużo wygodniej porozglądać się co ją otacza...

Iza zauważyła tyle pięknych rękodzielniczych cudeniek to tu, to tam, że aż podskoczyła z radości jak tu pięknie! podobno ławeczka na której przysiadła Izka to część jakiego projektu! myślę, że kto jest ciekawy o co chodzi wkrótce się dowie z bloga opiekunki Izy.

tymczasem Iza chciała Wam pokazać bukiet róż zrobionych z krepiny, oczywiście przez opiekunkę misiowej podróżniczki. (krepina - to kolorowa bibułka o marszczonej fakturze, która służy do wyrobu elementów dekoracyjnych, np. sztucznych kwiatów)


róże wyglądają tak pięknie, że z łatwością można ulec wrażeniu, że są prawdziwie i tak trudno powstrzymać się od ich powąchania! zapachu nie wyczarowały zręczne ręce opiekunki Izy, ale co tam, każdy chyba umie sobie wyobrazić cudowny zapach róż!

Iza w swoim nowym domu na pewno nie będzie próżnować, po prostu jest to niemożliwe przy tak zdolnej opiekunce. tyle różnych technik, materiałów i tajników rękodzielniczego rzemiosła jest do odkrycia! 
pierwszym zadaniem przed którym stanie Iza będzie wyszywanie gorsetu!

podawanie cekinów to bardzo odpowiedzialna praca, prawda? powodzenia Iza!

o małej Izie możecie przeczytać także tutaj!


08.07.2013

Lea w Mediolanie

mały skromny Miś trochę się bał wyruszając w swoją podróż do stolicy mody. myślał sobie, czy aby na pewno taki zwykły Mulinowy Miś będzie tam pasował?!

oto Lea:
nie wiem czy jej spódnica jest teraz modna, a może była modna w zeszłym sezonie..., ale to nieważne!

po przybyciu na miejsce Lea czuła się troszkę onieśmielona i niepewna co ją tutaj czeka, ale postanowiła jednak każdą chwilę wykorzystywać na odkrywanie gdzie teraz jest i z kim.
na razie niewiele widziała, ale z pogłosek wie, że o Mediolanie można powiedzieć naprawdę dużo! wszystko jest tutaj "naj": najpiękniejsze kobiety, najdroższe samochody i najlepsze krawaty na świecie. Lea też chce być "naj"!
na pewno wiecie, że Mediolan zaraz po Rzymie jest największym miastem Włoch. jest też jednym z najbogatszych miast Europy. moje dwa szybkie skojarzenia z tym miastem to: La Scala - najbardziej znana opera na świecie i San Siro - słynny stadion piłkarski.

Mediolan = Wielki Świat, a teraz ten świat jest bogatszy o jednego Mulinowego Misia!

już od pierwszych dni Lea zażywa egzotyki ;) pięknie się prezentuje na tym liściu prawda?
Lea jest od prawie tygodnia we Włoszech i śmieje się z siebie i ze swoich obaw, które miała. bo szybko się okazało, że nie można zbyt długo czuć się obco w nowym miejscu, a nieznajomi stają się bliskimi przyjaciółmi szybciej niż się tego spodziewamy. jedną z pierwszych lekcji Lei na nowym miejscu, jest właśnie to, że przebywając wśród nowych ludzi i ucząc się od nich stajemy się częścią ich świata. teraz Lea czuje się już swobodnie i jest gotowa by się zacząć bawić!

opiekunka Lei zapewnia, że Mała  jest w dobrych rękach.
oto dowód:
pozostałe Misie bardzo się z tego cieszą i są ciekawe jakie przygody czekają na nią w Wielkim mediolańskim Świecie.

o Lei możecie przeczytać także na blogu jej opiekunki tutaj.

07.07.2013

Toki i jego wiejskie życie, cz.2

na wsi czas płynie wolnej... to jasne jak słońce!
ostatnio Toki z wielką pasją buja w obłokach, tzn. kiedy się tylko da obserwuje chmury! bardzo lubi gdy obłoki przybierają fantazyjne kształty, np. zwierząt! Toki zażyczył sobie nawet stołeczek żeby móc nieco wygodniej oddawać się swojemu hobby. leżako-stołeczek zostanie zaprezentowany przy najbliższej okazji i mamy nadzieję, że fantazyjne obłoki też.

pomimo, że oglądanie codziennego festiwalu chmur jest fascynujące i mały Toki uwielbia to robić, czasami jednak "schodzi na ziemię" żeby poprzyglądać się czy na wysokości jego koralikowych oczu nie ma jakiś fajnych "rzeczy" do poznania.

i w takich właśnie momentach nowa przygoda spotyka zielonego Misia!
tak, tak to konik polny - nowy przyjaciel Tokiego! niektórzy powiedzą, że to pasikonik, ale Toki zapytał kim jest i okazało się, że jest konikiem polnym, a świadczą o tym głównie krótkie czułki. (pasikoniki mają dłuższe). więc nowy przyjaciel Tokiego ma na imię Jondoub. dziwne imię? tylko troszeczkę! Toki wszystkiego się dowiedział. więc tak: ten nowo zaprzyjaźniony konik polny jest zafascynowany kulturą arabską, a głównie językiem i kaligrafią. jego imię - Jondoub - po arabsku znaczy konik polny.
może to wydać się wam dziwne, ale Jondoub ma pewien skarb, który ukrywa przed wszystkimi! Toki wydał się mu godnym zaufania przyjacielem, dlatego wyznał mu swoją tajemnicę. cenną pamiątką tego małego owada jest skrawek papieru na którym jest napisane... Jondoub. nie pytajcie gdzie konik polny chowa te karteczkę albo od kogo ją ma - to tajemnica!
oto sekretny dokument skrywany przed światem:
to nie koniec tej przygody... macie czasem wrażenie, że słowa zamiast pomagać komplikują poznawanie świata? Mały Miś troszeczkę się poczuł zdezorientowany kiedy tuż po poznaniu konika Jondoub poznał innego konika...
no przecież od razu widać, że konik polny i konik spotkany na polu nie są do siebie podobne!
morał z tej przygody jest dość prosty: nie każdy konik i koń to rodzina :)

04.07.2013

Szymuś zażywa relaksu...

lato, wakacje, słońce opala nosy na czerwono, więc w pewien upalny dzień Miś Szymuś wybrał się nad rzekę. chciał się poopalać trochę, no bo, ...kto Misiowi zabroni! niestety zniechęciło go kilka rzeczy... śmieci, ludzie i gorąco oh, ah...

no, ale przecież Szymuś nie mógł ot tak, załamać łapki i zmarnować dzień na byciu zatroskanym. postanowił pójść na basen. i wcale nie ważne czy była to kryta pływania, czy basen geotermalnym, czy nawet wanna w łazience Szymkowej opiekunki! basen to basen, woda to woda, a relaks to relaks. i basta!
no więc na basenie Szymuś spotkał kilku znajomych: panią Kaczkę ratownik i Żabkę tratwę ;) niestety nie ma zdjęcia by to potwierdzić, ale tak było. przecież nie każdy lubi być fotografowany, prawda?

oto Szymuś na basenie, prawie jak na plaży w Malibu!


Szymuś kilka godzin opalał się na słoneczku, a może bez, nieważne. leżąc na ręczniku i słuchając muzyki, chociaż mógł być to kapiący kran, ale to też nieważne, po prostu relaksował się! woda na basenie była w sam raz i Szymek chętnie wskoczył by do niej, ale czuł całym sobą, że nie jest do tego stworzony... pływał więc na materacu. w pewnym momencie woda na pozór spokojna, zaczęła nagle falować... Miś bardzo się przestraszył myśląc, że zaraz wpadnie do wody i będzie już po nim, lecz nie... co to, to był tylko sen. tylko sen, uff.

ot teraz Szymuś już wie, że nadmiar wody, słońca jak również relaksu powoduje senność, a ta skutkuje odpływaniem w świat marzeń, które nie muszą i chyba nawet nie powinny być realne!

miłego relaksu w kolejnych dniach Szymuś!